"Życie jak wino" to opowieść o życiu Krzysztofa Krawczyka. Wspomnienia snuje sam Krawczyk oraz jego menadżer i serdeczny przyjaciel Andrzej Kosmala. Panowie poznali się na początku lat siedemdziesiątych w Poznaniu i od tego czasu z dobrymi rezultatami współpracują ze sobą.
W 1963 r. Krzysztof Krawczyk, Marian Lichtman, Sławomir Kowalewski i Jerzy Krzemiński założyli zespół muzyczny "Trubadurzy". Od tego momentu datuje się początek artystycznej działalności Krzysztofa Krawczyka. "Trubadurzy" w swoich piosenkach nawiązywali do folkloru wschodniosłowiańskiego i do dziś są znani z przebojów: "Kasia", "Znamy się tylko z widzenia", "Byłaś tu", "Ej Sobótka, Sobótka". Charakterystyczne stroje dla zespołu zaprojektował sam Szymon Kobyliński. W 1967 r. do zespołu dołączył kompozytor Ryszard Poznakowski, którego Krzysztof Krawczyk nazywa swoim estradowym ojcem chrzestnym. To on utwierdzał piosenkarza w postanowieniu, że warto spróbować kariery solowej. W 1972 r. Krawczyk odszedł z zespołu, co wielu fanów odebrało jako zdradę. W prasie nazwano Krawczyka "samotnym Trubadurem". Solowe występy okazały się bardzo stresujące dla artysty. Zauważył, że w zespole trema rozkładała się na wszystkich Trubadurów, a teraz był na scenie sam. Adolf Dymsza zdradził mu, jak pokonać tremę, ale jest to dość zdumiewający i śmieszny sposób (s. 12). Nastał czas koncertów, występów w małych domach kultury, śpiewania do kotleta w restauracjach. Piosenkarz musiał zarobić na utrzymanie rodziny. W 1980 r. wyruszył spróbować swojego szczęścia w Stanach Zjednoczonych. Kariery jednak tam nie zrobił, ale za to spotkał Ewę, która stała się kobietą jego życia.
W książce znajdziemy fragmenty o ojcu, o dorastaniu, o roli harcerza w filmie "Szatan z siódmej klasy", o wypadku samochodowym, o odnalezieniu Boga, o małżeństwach, o zdradach, o miłości, o współpracy z Goranem Bregoviciem, o dwudziestu czterech godzinach spędzonych w amerykańskim więzieniu, o zjedzeniu pokarmu dla kotów.
Krzysztof Krawczyk przyznaje, że w życiu popełnił wiele błędów. Wierzy jednak, że to Bóg postawił na jego drodze dobrych ludzi, którzy pomogli mu pogodzić się z tym, co przyniósł los.