"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła." - głosiła Wisława Szymborska. Poetka wolny czas najchętniej spędzała z książką i dawała przykład "czytania możliwie aktywnego" (s. 21). W jej domowej biblioteczce można było znaleźć arcydzieła literatury pięknej, antologie, rozmaite słowniki i encyklopedie, mitologie, monografie, biografie, pamiętniki, opracowania historyczne, książki popularnonaukowe, ale także poradniki, książki kulinarne, legendy, bajki i literackie kurioza. Uważała, że sięganie po różne opracowania pozwala czytającemu poszerzać swoją wiedzę o świecie.
Swoimi refleksjami na temat konkretnych książek Wisława Szymborska dzieliła się z czytelnikami na łamach prasy. Cykl jej felietonów publikowany był pod tytułem "Lektury nadobowiązkowe", później teksty te ukazywały się w wydaniach książkowych. W 2015 roku Wydawnictwo Znak opublikowało "Wszystkie lektury nadobowiązkowe" Wisławy Szymborskiej. W książce znalazły się 562 felietony. Kilka lat później na prośbę tego samego wydawnictwa Jacek Dehnel wybrał 150 felietonów, czyli mniej więcej jedną czwartą (ćwiartkę) tekstów z rzeczonych 562. Znalazły się one w pięknie wydanej książce pod tytułem "Ćwiartka Szymborskiej, czyli lektury nadobowiązkowe". Mamy tu felietony "szczególnie błyskotliwe, osobiste, przewrotne czy doskonałe literacko." (s. 32)
Z książki "Sagi warszawskie" Olgierda Budrewicza Szymborska zapamiętała anegdotę o Gustawie Geberthnerze, który przez roztargnienie poczęstował swoich gości atramentem zamiast winem. Wybór bajek Tunisu skłonił poetkę do wyznania, że zdecydowanie woli te bajki, "w których bohater z braku cudownego przedmiotu musi sobie radzić przebiegłością i dowcipem." (s. 55) Z książki "Alfabety, czyli klucz do dziejów ludzkości" Davida Diringera Szymborska dowiedziała się o piśmie rii nji nsza mfu. Być może nie jest to wiedza niezbędna w życiu codziennym, ale felietonistka od dzieciństwa lubiła gromadzić niepotrzebne wiadomości. Satyryczne spojrzenie na świat przyszłej noblistki widoczne jest w felietonach poświęconych poradnikom "Tapetowanie mieszkań", "Jak mieszkać wygodniej", "Relaks", "100 minut dla urody". Nie pochwala wydania podręczników dla sztukmistrzów, bo uczestnicząc w różnych przedstawieniach lubi być zaskakiwana niezwykłymi umiejętnościami iluzjonistów, choć być może nie mają one nic wspólnego z magią. Książki kulinarne wydawane w latach siedemdziesiątych XX wieku uświadamiały Polakom, jak ubogie menu oferowały zakłady żywienia zbiorowego. Kapustę i buraczki podawano "w stanie skrajnego upodlenia jako burą, kleistą maź o skwaśniałym smaku i zapachu." (s. 134) Autorka żałuje, że w książkach o ptakach nie ma zdjęć samiczek, a w książkach o motylach brakuje fotografii ukazujących gąsienice, z których wykluły się te piękne owady. Natomiast opracowania poświęcone skamieniałościom autorka porównuje do zbiorowego nekrologu.
W "Lekturach nadobowiązkowych" Szymborska niejako mimochodem pisze o swoich upodobaniach i poglądach.