Zarówno w języku polskim, jak i w węgierskim, funkcjonuje powiedzenie: "Polak, Węgier - dwa bratanki - i do szabli, i do szklanki". O historii Węgier i ludziach tam mieszkających wiemy jednak niewiele. Krzysztof Varga mógł obserwować codzienne życie w tym kraju dzięki ojcu, który był rodowitym Węgrem. Varga wspomina zapamiętane z dzieciństwa zapachy węgierskich potraw: lecza, faszerowanej papryki, zupy gulaszowej, zapiekanki kartoflanej, hurki (kaszanki). Węgierska kuchnia jest ostra, pikantna i paląca. Warzywa dusi się w zasmażkach lub zalewa octową marynatą, więc witaminy nie mają szans na przetrwanie. Varga uważa, że to właśnie węgierska kuchnia negatywnie wpływa na nastroje w społeczeństwie. Po obfitym posiłku Węgrzy mogą odczuwać smutek, melancholię, zniechęcenie. Lekarstwem na te smutki ma być knajpa, ale wypity tam alkohol przywołuje wspomnienia klęsk narodowych, a było ich wiele. Węgrzy świętują najczęściej rocznice narodowych klęsk. Mimo tego pielęgnują poczucie wyjątkowości wśród innych narodów. Ważnym symbolem Węgrów jest turul - mityczny ptak, który miał przyprowadzić lud Madziarów w miejsce obecnych Węgier. Jako przykład pozostałości węgiersko-austriackiej biurokracji Varga podaje wystawianie rachunków za skorzystanie z publicznej toalety. Esej "Gulasz z turula" burzy stereotypy związane z węgierskością. W jednym z wywiadów Krzysztof Varga powiedział: "Podejrzewam, że mogę dostać w zęby, gdy książka ukaże się na Węgrzech". W Polsce została bardzo dobrze przyjęta; była nominowana do Literackiej Nagrody Nike 2009; zyskała nagrodę czytelników. Wielu Polaków po przeczytaniu książki planuje wyjazd do Budapesztu, by pochodzić ulicami, o których pisze Krzysztof Varga.