Książkę rozpoczyna zdanie: "Dopiero wczoraj wieczorem, idąc zmoczonymi deszczem ulicami Vallcarki, zrozumiałem, że przyjście na świat w tej rodzinie było niewybaczalnym błędem" (s. 15). To stwierdzenie sprawia, że każdy, kto zajrzy do książki, będzie chciał do ostatniej strony (czyli do 766 strony!) towarzyszyć głównemu bohaterowi Adrianowi. Swoją życiową spowiedź Adrian rozpoczyna oczywiście od wspomnień z dzieciństwa. Wymagający rodzice od początku mieli wobec niego wysokie oczekiwania. Matka widziała w nim przyszłego wirtuoza skrzypiec, ojciec chciał, żeby syn uczył się języków obcych, a w przyszłości studiował prawo i historię, brał też pod uwagę karierę wielkiego uczonego. Dzieciństwo chłopca było więc wypełnione nauką i samotnością. Rodzice nie potrafili okazywać mu uczuć. Malec zwierzał się więc swoim zabawkom - figurkom szeryfa Carsona i wodza Czarnego Orła. Później przyjacielem Adriana zostaje Bernat, który także uczy się gry na skrzypcach. Będzie to męska i czasami szorstka przyjaźń na całe życie. Przyszli muzycy marzyli o dostaniu się do sejfu, w którym ojciec Adriana przechowywał osiemnastowieczne skrzypce wykonane przez słynnego lutnika Storioniego. Historia tych skrzypiec staje się jednym z najważniejszych tematów książki. W jaki sposób ojciec Adriana je zdobył? Do kogo należały wcześniej? U kresu swoich dni Adrian dojdzie do wniosku, że przez te skrzypce utracił Sarę - kobietę, która była światłem jego życia.
Tych, którzy zdecydują się sięgnąć po "Wyznaję" J. Cabre, należy uprzedzić, że konstrukcja powieści jest skomplikowana. Często zmienia się narrator, czas i miejsce akcji. Dominującym tematem są rozważania na temat istoty zła. Nic więc dziwnego, że autor przywołuje np. czasy inkwizycji i sceny z obozu koncentracyjnego w Auschwitz.