"Od najgłębszego dzieciństwa chciałem mieszkać sam" (s. 11) - tak mówi główny i jedyny bohater książki "Żywego ducha". Jego marzenie spełnia się, choć chyba w innej formie niż życzyłby sobie zainteresowany. Jerzy Andrzej Kubica ma ponad 90 lat, jest pisarzem, mieszka w Warszawie przy ulicy Hożej. W swojej pisarskiej samotni tak był pochłonięty twórczymi rozterkami, że nie zauważył zniknięcia wszystkich ludzi. Pozostał na Ziemi sam - "nigdzie nikogo, nikogutko" (s. 40). Nastąpił zapowiadany od wieków koniec świata. Jako pisarz Kubica czuje, że jego moralnym obowiązkiem jest opisanie sądnego dnia. Nie ma tu jednak żadnego Sądu Ostatecznego ani wydarzeń zapowiadanych w Apokalipsie. Świat wygląda zwyczajnie, tylko zniknęli gdzieś wszyscy ludzie. Bohater zastanawia się, dlaczego to właśnie on ocalał? A może został za karę, podczas gdy innych dobry Stwórca w cudowny sposób przeniósł do lepszego świata? W Kubicy rodzi się też podejrzenie, że być może to jego grzechy przyczyniły się do nadejścia końca świata. Co powinien zrobić ostatni człowiek na Ziemi? Czy jest sens pisania, skoro nie ma dla kogo?
Jerzy Pilch obdarował stworzonego przez siebie bohatera licznymi faktami z własnego życiorysu. Co chciał przekazać czytelnikowi chowając się za maską Kubicy?
W powieści "Żywego ducha" można znaleźć nawiązania do książki filozoficznej "Wydarzenie" Guido Morsellego oraz do arcydzieł sztuki malarskiej.