Powieść rozpoczyna się jak typowy kryminał - w warszawskiej kamienicy znaleziono zwłoki mężczyzny. Wkrótce na miejsce zdarzenia przyjeżdżają radiowozy policyjne i karetka pogotowia. Lekarz stwierdza, że denat został zastrzelony. Kto i dlaczego zabił mężczyznę - to zostanie wyjaśnione dopiero na końcu książki. Żeby zrozumieć, co się stało w Warszawie w XXI wieku, czytelnik musi prześledzić losy Marii Tarnowskiej i Wernera von Becka i cofnąć się do roku 1934. Polka Maria i Niemiec Werner poznali się w pewien deszczowy dzień w Wolnym Mieście Gdańsku. Ona była ubogą nauczycielką, on porucznikiem SS. Pochodzili z dwóch różnych światów: ona była sierotą wychowaną przez siostry zakonne, on pochodził z bogatej i arystokratycznej rodziny. Połączyła ich miłość, która nie powinna się zdarzyć. Owocem tego uczucia była nieplanowana ciąża. Młodzi chcieli się pobrać. Rodzina Wernera nie zaakceptowała jego decyzji. Intrygi i kłamstwa rozdzieliły Marię i Wernera. Choć pokochali się od pierwszego wejrzenia, teraz zapałali do siebie nienawiścią. Maria wyszła za mąż za mężczyznę, który zgodził się przygarnąć ją i dziecko. Gdy wyjeżdżali do Olkusza, żeby rozpocząć nowy etap życia, Maria była pewna, że nigdy nie spotkana Wernera. Nie sądziła, że los postawi go na jej drodze w najbardziej dramatycznych momentach życia.