Czy w jednej książce można w zgrabny sposób połączyć romans i zabawne dialogi z wątkiem kryminalnym? Olga Rudnicka w "Martwym Jeziorze" udowadnia, że jest to możliwe. Bohaterka książki - Beata Rostowska - zawsze źle się czuła w swojej rodzinie. Przez rodziców była traktowana z dystansem, nie miała też dobrych relacji z młodszą siostrą, która w swej złośliwości posuwa się do uwiedzenia narzeczonego Beaty. Nic dziwnego, że po takim zdarzeniu Beata opuściła Lisin i zaczęła żyć na własny rachunek w dużym mieście. Przypadkowe badanie krwi i analiza zasad genetyki uświadomiły Beacie, że nie może być córką Rostowskich. Beata zleca zbadanie tej sprawy firmie detektywistycznej. Jakież jest zaskoczenie wszystkich, gdy detektyw przedstawia akt zgonu, z którego wynika, że Beata powinna umrzeć po swoich narodzinach, czyli ponad dwadzieścia lat temu. Kim więc jest Beata? Tuż po rewelacjach z firmy detektywistycznej Beata otrzymuje zaproszenie na ślub swojej siostry Anki. Zastanawia się, skąd rodzina znała jej adres - przecież od dwóch lat się nie kontaktowała z nimi, a dopiero niedawno przeprowadziła się do nowego mieszkania. I czy za tym zaproszeniem nie kryje się jakiś podstęp? Beata postanawia pojechać na ślub, ale ma nadzieję, że podczas rodzinnych spotkań dowie się prawdy o swoich narodzinach. Na miejscu okazuje się, że wszyscy odgrywają jakieś dziwne role i trudno odgadnąć, o co tak naprawdę chodzi. W rozwikłaniu rodzinnych tajemnic Beacie pomagają przyjaciel Jacek i detektyw Przemek - obaj w rycerski sposób chcą zdobyć jej serce. Bohaterów "Martwego Jeziora" można spotkać w kolejnej książce Olgi Rudnickiej - "Czy ten rudy kot to pies?"