Na tytuł swojej książki autorka wybrała termin zaczerpnięty z żargonu bartników. Bezmatek to rodzina pszczela pozbawiona królowej-matki. Osierocone pszczoły "głośno wyją i wysoko podnoszą odwłoki." (s. 192) Z ula dochodzi charakterystyczne buczenie. A jak żałobę przeżywają ludzie? Narratorka książki właśnie straciła matkę. Nowotwór płuc odebrał jej ukochaną osobę, którą od dzieciństwa podziwiała, choć dostrzegała także liczne wady matki. Rodzicielka narratorki paliła jak smok, czasami miewała problemy z alkoholem, nie zawsze radziła sobie z problemami codziennego życia. Jednocześnie miała artystyczną duszę, potrafiła cieszyć się życiem i przekazała swoim córkom, że warto mieć marzenia. Dorosła już córka wspomina jeszcze takie matczyne przestrogi: "Najważniejsze to nie być od nikogo zależną, pamiętaj. To najohydniejsze, co może spotkać kobietę." (s. 23) "; (...) w życiu liczy się, co człowiek wie i przeżył, a nie - co ma." (s. 61) Od zdiagnozowania choroby do śmierci matki minął rok. Nie pomogło leczenie ani troskliwa opieka córki. Być może był to czas dany po to, żeby móc przeprosić lub wybaczyć. Po śmierci matki córka stwierdza: "Była źródłem mojej największej radości, tak jak dziś jest źródłem mojej największej rozpaczy." (s. 61)