Za tytuł tej książki posłużyły słowa, które wypowiedział do Krystyny Jandy reżyser i scenarzysta Marek Piwowski podczas przyjęcia weselnego wspólnych znajomych. Ten komplement skłonił aktorkę do zastanowienia się, w jaki sposób postrzegają już ludzie, którzy znają ją tylko z ekranu telewizyjnego. Z pewnością rola Agnieszki w "Człowieku z marmuru" sprawiła, że przylgnęła do niej łatka kobiety zbuntowanej, walczącej o swoje racje, wręcz drapieżnej. W 1977 r. na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu brawurowo zaśpiewała piosenkę Marka Grechuty "Guma do żucia". Z refleksyjnej piosenki Janda zrobiła jednak kilkuminutowy spektakl dramatyczny. Na szczęście twórca piosenki w pełni to zaakceptował.
W rozmowie z Katarzyną Montgomery Krystyna Janda przyznaje, że jej życie to hardcore (s. 15). Zawsze ma wiele zajęć i szkoda jej tracić czas na prozaiczne czynności. Zdarza się więc, że jednocześnie je kanapkę i pali papierosa, żeby zaoszczędzić czas, który można spożytkować na kontakt ze sztuką.
Za swojego mentora uważa profesora Aleksandra Bardiniego, który był jej wykładowcą w szkole teatralnej. Ważną rolę w jej życiu zawodowym odegrał także reżyser Andrzej Wajda. Dzięki roli w filmie "Człowiek z marmuru" Janda stała się główną aktorką kina moralnego niepokoju. Aktorka jest wdzięczna reżyserowi także za film "Tatarak", który stał się hołdem dla jej zmarłego męża. W książce znajdziemy słowa, którymi Edward Kłosiński charakteryzował aktorstwo swojej żony: "Wchodzi - blask, za nią - ciemność" (s. 136).