W książce "Rock Mann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" Wojciech Mann opowiada, w jaki sposób poznawał świat muzyki. Sympatyczny dziennikarz dzisiaj jest uważany za chodzącą encyklopedię wiedzy o muzyce. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX w. musiał się jednak sporo natrudzić, żeby zdobyć płytę ulubionego piosenkarza. O nowinkach muzycznych dowiadywał się głównie z Radia Luxemburg, a od 1962 r. z Programu III Polskiego Radia. Jako dziecko należał do harcerskiego zespołu artystycznego Gawęda, ale szef zespołu przydzielił Wojtkowi miejsce w ostatnim rzędzie i zalecał, żeby chłopiec jedynie stwarzał pozory, że śpiewa. Nie powiodła się też nauka gry na gitarze. Udało się natomiast stworzyć w liceum klubu, którego celem było popularyzowanie dobrej muzyki. Ponieważ w klubie było dwóch prezesów, postanowiono dokładnie określić zakres ich działania. Wojtek został prezesem na świat, a jego koledze przypadła w udziale aktywność na terenie kraju. Obaj prezesi dobrze wywiązywali się ze swoich obowiązków, skoro za ich namową w Polsce odbyły się koncerty zespołów The Rolling Stones i The Animals. A może to tylko jakiś zbieg okoliczności? Wojciech Mann wspomina, jak oprowadzał zagranicznych muzyków po Warszawie. Opisuje też swoją pracę w radiu, telewizji, prasie, na festiwalach i na koncertach. W roku 1989 zajmował się organizacją koncertu Steviego Wondera w Warszawie. Piosenkarz "zmusił" Wojciecha Manna do wspólnego odśpiewania przed wielotysięczną publicznością przeboju "I Just Called To Say I Love You". Żadne próby ucieczki ze sceny nie miały szans na powodzenia. Piosenkarz żelaznym uściskiem przytrzymywał Wojciecha.
W książce znajduje się jeszcze wiele anegdotek i opowieści z zakulisowych wydarzeń wielkich imprez muzycznych. Wojciech Mann potrafi spojrzeć na siebie i otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka.