Twarz, a konkretnie duża "myszka" na lewym policzku, od urodzenia była dla Juliana Tuwima wielkim obciążeniem. Matka uważała, że znamię to jest zapowiedzią złego losu jej syna. W okresie szkolnym rówieśnicy wyśmiewali się z Julka i przezywali go. Lekarze odradzali jednak chirurgiczną interwencję. Julian Tuwim musiał więc nauczyć się żyć z tą skazą. Wolał jednak, żeby na zdjęciach i portretach uwieczniano jego prawy profil.
W swojej książce Piotr Matywiecki pisze także o metaforycznym znaczeniu twarzy Tuwima. Zastanawia się, jak poeta był postrzegany przez najbliższych, kolegów literatów, krytyków, czytelników. I co o jego życiu wiedzą współcześni miłośnicy poezji?
W życiu Juliana Tuwima Matywiecki wyodrębnił pięć stacji: stacja dzieciństwa i wczesnej młodości, stacja młodości i dojrzałości w okresie międzywojennym, stacja ucieczki i emigracji podczas II wojny światowej, stacja powrotu do kraju, stacja śmierci. Żeby pokazać prawdziwe oblicze poety, autor zamieszcza liczne wypowiedzi rodziny i znajomych, wspomnienia, korespondencję. Najbardziej wzruszające są listy pisane przez Tuwima do matki i siostry Ireny. Wyraźnie widać w nich, jak wielką tragedią dla wszystkich była choroba psychiczna matki. Nadwrażliwy Julian też zmagał się z licznymi chorobami psychosomatycznymi. Przez agorafobię bał się wychodzić z domu. Zdarzały się okresy, że przez kilka tygodni nie opuszczał swojego mieszkania. Kazimiera Iłłakowiczówna rozmawiała z poetą w czasie, gdy nasiliły się jego lęki i fobie. Z żalem stwierdziła, że "ta straszna agorafobia pęta tego skrzydlatego człowieka" (s. 167). Tuwim żył też z poczuciem winy, że opuścił Polskę w chwili wybuchu II wojny światowej.
"Twarz Tuwima" to książka o czarodzieju słowa napisana przez kolegę po piórze, bo przecież Piotr Matywiecki to także poeta. Książka była nominowana do Literackiej Nagrody Nike w 2008 r.