Policjant Martin Molin płynie na wyspę Valo, żeby poznać rodzinę swojej dziewczyny i spędzić tam dwa dni w tygodniu poprzedzającym święta Bożego Narodzenia. Martin nie jest pewien swoich uczuć do Lisetty i żałuje, że dał się namówić na udział w spotkaniu rodzinnym. Już podczas pierwszej kolacji dochodzi do kłótni. Senior rodu i właściciel olbrzymiej fortuny wypytuje wszystkich o ich osiągnięcia zawodowe i zyski firmy, którą stworzył i którą do niedawna kierował. Pełniący teraz kierownicze funkcje synowie nie potrafią efektywnie współpracować. Również młodsze pokolenie rodu Liljecrona nie umie pomnażać pieniędzy otrzymanych od dziadka. Wszyscy liczą jednak, że nadal będą dostawać wsparcie finansowe. Dziadkowi nie podoba się taka postawa. Sam ciężko pracował na swój sukces i tego samego oczekuje od potomków. Informuje ich, że zmienił zapis w testamencie i wydziedziczył ich, a olbrzymią fortunę zapisał organizacjom dobroczynnym. Po tych słowach starszy pan zdążył się jeszcze napić wody i osunął się. Obecny przy całym zajściu policjant stwierdził zgon Rubena. Ponieważ wyczuł woń migdałów, postawił tezę, że mężczyzna został otruty cyjankiem, który pachnie migdałami. Do pensjonatu nie można było wezwać ekipy dochodzeniowej, bo przez zamieć śnieżną wsypa została odcięta od świata. Śledztwo musiał więc poprowadzić Martin. Rozpoczął od przesłuchania wszystkich osób obecnych na kolacji.